niedziela, 26 lutego 2012

„Chrześcijanin na rozdrożu” – polemika

Mam mieszane uczucia co do „Chrześcijanina na rozdrożu” ks. Roberta Skrzypczaka. Przystępując do lektury spodziewałem się wejścia na neutralny grunt dyskursu. Bez wywodów w stylu „Kościół mówi A i tak ma być”, albo „Kościół mówi A, ale jak chcesz B, to rób co chcesz”. Ani skrajnego radykalizmu, ani skrajnego liberalizmu. Czekałem na rozmowę. Dialog. 

Daleki jestem od negacji Kościoła, gdyż mam w nim miejsca, które są mi bliskie (np. dominikanie, twórczość ks. Halika, kilku znajomych duchownych), i pomimo słabości ludzi i pewnych poglądów, z którymi się nie zgadzam, próbuję szukać miejsc, gdzie duch chrześcijaństwa jest wciąż żywy.


Miejscami odnoszę wrażenie, że radykalny ton wypowiedzi ks. Skrzypczaka podszyty jest twierdzeniem „Kościół oparty jest na dwu tysiącletniej tradycji i jak głosi, tak ma być”. Zamiast dialogu o roli Kościoła powstaje obronna mowa. Zwłaszcza, gdy autor omawia aferę z pedofilią w Kościele. Jest to bolesny temat. Pokrzywdzonych są dziesiątki tysięcy. Nie twierdzę, że media nie podgrzewają tematu robiąc krzywdę zarówno ofiarom, jak winnym księżą, ale porównywanie ich działań do działalności Goebbelsa? Podobnie jak argumentacja, że sporo z ujawnionych przypadków to prowokacja i chęć wyłudzenia od Kościoła odszkodowań? Może i były takie przypadki, ale tego rodzaju twierdzenie nie sprzyjają wyciszeniu bolesnych wydarzeń.

W „Chrześcijaninie na rozdrożu” jest dla mnie za dużo jednostronności i emocjonalnej wymowy. Podejście „Tak mówi Kościół, i tak jest najlepiej” nie buduje płaszczyzny dla dialogu. Zgadzam się z autorem, że rewolucja seksualna miała pewne negatywne strony, ale pozwoliła również ludziom otworzyć się na tę sferę i lepiej zrozumieć ważny, zwłaszcza dla świeckich osób, aspekt życia. Zgadzam się, że może idziemy, jako ludzkość, za daleko w sferze kontroli narodzin, ale nie czuję się moralnie odpowiedzialny do powiedzenia rodzicom decydującym się na in vitro, że to „złe”, albo inaczej patrzeć na dzieci przychodzące na świat po zastosowaniu tej metody. Na pewno próbuję ich zrozumieć, bo nie wiem, jak zachowałbym się na ich miejscu.

Zgodzę się, że chrześcijan jest obecnie na rozdrożu. Podobnie jak sto, dwieście, tysiąc czy dwa tysiące lat temu. Boryka się z innymi problemami. W globalnej wiosce i przy obecnym rozwoju nauki są one pewnie bardziej złożone i jest ich więcej. Czego oczekuje chrześcijanin od osób duchownych? Wydaje mi się, że nie koniecznie wskazania kijem kierunku marszu, jak to pasterz czyni ze swoimi owcami. Potrzebuje rozmowy, by lepiej zrozumieć dokąd idzie. Wówczas łatwiej wybrać drogę. Nawet jeżeli jest ona na przekór światu i niesie w sobie uniwersalne przesłanie Nauczyciela z Nazaretu.


„Chrześcijanin na rozdrożu”
Ks. Robert Skrzypczak
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: Listopad 2011
Liczba stron: 272

0 komentarze:

Prześlij komentarz