– Miauauauuuuu – rozmarzył się kot na wzmiankę o cieście.
– Jadłeś ostatnio ciasteczka maślane, więc nie marudź – odparłem. – Jak pewnie się domyślasz, nie siedziałem przy stole sam. Węszyzwiązek krążyła między salonem a kuchnią, donosząc nowe łakocie i kolejne porcelanowe dzbanki z kawą i herbatą. Razem z Kingą stanowiliśmy dodatek do zaaranżowanego podwieczorka. Elementy misternie zaplanowanego projektu „małżeństwo”. Obydwoje czuliśmy się skrępowani. Ona tym, że musi uczestniczyć w wieczorku zapoznawczym. Ja, że byłem ubrany w kombinezon roboczy. Klasyczny strój hydraulika. Rozmowa się nie kleiła. Nawzajem pytaliśmy się o szczegóły z naszego życia. Studia, zainteresowania, ulubione książki i zespoły muzyczne. Pozwalało nam to zachować bezpieczny dystans. Do czasu, gdy do rozmowy nie włączyła się pani Węszyzwiązek. A pamiętasz, jak dłubałeś w nosku Apsikowi, waszemu kochanemu pieskowi, a następnie częstowałeś tym gości? – pytała mnie, przywołując kompromitujące fakty z dzieciństwa. Ja takie rzeczy wyprawiałem? – pytałem niby zaskoczony. Ty pewnie skosztowałaś, stara jędzo, i odbiło ci na dobre, myślałem, gdy na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. A ty, Kingisiu, pamiętasz, jak młotkiem zrobiłaś dziurę w ścianie, aby kotek Leszek mógł wyjść na spacer? – zapytała Węszyzwiązek. Tym razem męczyła Kingę. Ciociu – odpowiedziała tamta przez zęby. I tak przez te kilka godzin przypomnieliśmy sobie pierwsze zmoczenie się Kingi w przedszkolu, moje chorobliwe lęki przed widelcami i pyzami babci, i wiele innych ciekawostek.
– Mmmmmmmmmmmm – Jarek chrapał na tyle głośno, iż przez chwilę myślałem, że chrapie za siebie i brata. Jeżeli takowego posiadał.
– Taaaa, jak zwykle zainteresowany opowieściami żywiciela – westchnąłem.
Podrapałem się po plecach. Swędziało mnie w okolicach blizny. Odżyły wspomnienia.
0 komentarze:
Prześlij komentarz